poniedziałek, 9 października 2017

Malinowy sernik na zimno. Ostatni w tym sezonie.


Lubię późno jesienne maliny. Za ich intensywny smak i za to, że są takim łącznikiem z latem. Ostatnie w tym roku wykorzystałam do (prawdopodobnie) ostatniego sernika na zimno. 
Takie ciasta bez pieczenia robię, kiedy na zewnątrz jest bardzo ciepło albo zepsuł się mi piekarnik. Jedno i drugie jest już za mną, ale ten sernik jest tak prosty do zrobienia i naprawdę pyszny, że chcę podzielić się z Wami przepisem. 

Szczególnie, że do jego wykonania można użyć mrożonych owoców.
U mnie z przepisu powstały 4 małe serniczki jako deser dla rodziny, ale równie dobrze można zrobić jeden większy sernik.

Wierzchnia galaretka jest niesamowicie intensywnie malinowa w smaku i stanowi ważny element serniczka.

Do zrobienia deserów użyłam obręczy cukierniczych, ale równie dobrze można zrobić go w szklankach lub słoiczkach.


Sernik malinowy (na zimno)

spód
90 g ciasteczek digestive
45 g stopionego masła

masa serowa
1 1/2 płatka żelatyny*
90 g serka mascarpone
170 g serka śmietankowego Philadelphia**
140 g drobnego cukru
rdzeń z 1 laski wanilii
40 ml (ok 2 1/2 łyżki) soku z cytryny
85 g śmietanki kremówki

wierzch malinowy
1 1/2 płatka żelatyny*
330 g malin (mogą być mrożone)
65 g drobnego cukru

Ciasteczka połamać na kawałki i włożyć do malaksera. Zmiksować na drobny proszek. Przełożyć okruszki do miski, dolać masło i wymieszać do połączenia. Wsypać mieszankę ciasteczkową do 4 obręczy cukierniczych o średnicy 8 cm lub do szklanek albo słoiczków. Docisnąć okruszki do dna, żeby stworzyły spód. Wtawić do lodówki na 30 minut.

Przygotowaćmasę serową.
Do miseczki włożyć 1 1/2 płatka żelatyny. Zalać zimną wodą i odstawić na 5-7 minut.
Zmiksować do połączenia i uzyskania puszystej masy obydwa rodzaje sera, cukier, rdzeń wanilii i sok z cytryny.

Podgrzać w rondelku śmietankę (nie doprowadzając do zagotowania). Odcisnąć w dłoni płatki żelatyny i dodać je do ciepłej śmietaki. Wymieszać do jej rozpuszczenia. Dodać do masy serowej i wymieszać. 
Masę serową wylać na spód ciasteczkowy.
Wstawić do lodówki do schłodzenia i stężenia na około 2 godziny. Można i na całą noc.

Przygotować galaretkę malinową.
Do miseczki włożyć 1 1/2 płatka żelatyny. Zalać zimną wodą i odstawić na 5-7 minut.
Maliny i cukier włożyć do żaroodpornej miski, którą postawić na garnku z gotującą się wodą. Woda nie powinna dotykać dna miski.
Podgrzewać maliny, aż cukier rozpuści się, a maliny puszczą sok.
Od czasu do czasu rozgnieść owoce i zamieszać całość.
Przełożyć owoce na sito i odsączyć sok. 
Odmierzyć 125 ml soku i do wciąż gorącego dodać odciśniętą żelatynę. Wymieszać do jej rozpuszczenia i odstawić całość do ostudzenia do temperatury pokojowej.

Wystudzonym płynem polać masę serową. Wstawić całość do lodówki do stężenia galaretki na około 2 godziny lub na całą noc.
Wierzch można przyozdobić owocami. Ja połozyłam też zanurzone w karmelu pistacje.

Jeżeli używam obręczy cukierniczych ich wewnętrzne boki wykładam folią. Ułatwi to wyjęcie serniczków z obręczy. Jeżeli nie mam specjalnej folii cukierniczej, to wtedy tnę pasy na wymiar z gładkich koszulek biurowych.

*do kupienia w każdym supermarkecie i większym sklepie firmy Oetker w cenie ok 4 zł za opakowanie

**bardzo dobrym zamiennikiem jest serek śmietankowy "Twój smak" z Piętnicy




czwartek, 28 września 2017

Obiad w 30 minut. Curry z kurczaka z batatami i mlekiem kokosowym


W tygodniu najbardziej cenię sobie szybkie dania i zupy. Kiedy, jeszcze niedawno, pogoda rozpieszczała upałami, ulubionym naszym daniem była sałata z jajkiem w koszulce albo z dodatkiem tuńczyka. Teraz nadszedł czas na zupy i bardziej rozgrzewające dania. Każda pora roku ma swoje smaki. 

Jutro dla mojego syna rozpoczyna się nowy etap jego edukacji, a dla mnie powrót do wcześniejszego wstawania i gotowania jeszcze większej porcji owsianki;-) 
Tak naprawdę w inny rytm wpadniemy od przyszłego tygodnia, a ten tydzień zakończymy żegnając się z morzem.  To dla mnie cudowna perspektywa, bo uwielbiam nasze morze jesienią.

A dzisiaj zostawiam Wam przepis na naprawdę szybkie, rozgrzewające i pyszne danie. Curry z kurczakiem, z batatami i mlekiem kokosowym. To taka szybka wersja do gotowania, kiedy czasu mamy mało, a nie chcemy zrezygnować z dobrych, domowych posiłków.



Curry z kurczaka z batatami i mlekiem kokosowym

8 udek kurczaka bez kości i skóry (pokrojonych na 3-4 cm kawałki)
2 łyżki curry (gotowa mieszanka przypraw)
oliwa z oliwek
1 duża czerwona cebula pokrojona w ósemki
1 papryczka chilli (bez gniazda nasiennego) pokrojona w cienkie plasterki
1 łodyga trawy cytrynowej (zmiażdżona trzonkiem noża)
5 cm kawałek imbiru (obrany i pokrojony w drobną kostkę)
2 ząbki czosnku (pokrojone w drobną kostkę)
2 łyżki sosu rybnego (fish sauce)
1 łyżka cukru
500 g batatów (słodkich ziemniaków) obranych i pokrojonych na 3-4 cm kawałki
400 ml bulionu warzywnego
300 ml mleka kokosowego
sól
sok z cytryny
posiekana kolendra

Wymieszać w misce kurczaka z curry i solą (do smaku). 
W rondlu lub głebokiej patelni rozgrzać oliwę i podsmażać na niej przez 2 minuty cebulę i chilli. Dodać kurczaka i smażyć go mieszając do lekkiego zrumienienia. Dodać rozgniecioną trawę cytrynową, czosnek, sos rybny, cukier, słodkie ziemniaki i bulion. Doprowadzić do zagotowania, zmniejszyć płomień i przykryć rondel/patelnię pokrywką. Dusić 15-20 minut lub do momentu, aż ziemniaki będą prawie miękkie. Dodać mleko kokosowe i dusić całość 5 minut od ponownego zagotowania. Doprawić do smaku solą i sokiem z cytryny. Podawać z ryżem posypane posiekaną kolendrą.

W puszce jest 400 ml mleka kokosowego i czasami daję trochę mniej bulionu, a całą puszkę mleka kokosowego.



Przepis Bill Granger

poniedziałek, 25 września 2017

Szampan, różowe biszkopty z Reims i charlotte od Pierre'a Hermé



Mojego piewszego w życiu prawdziwego szampana dostałam od mojego taty na 18 urodziny. To był Perrier-Jouët w butelce Belle Epoque. Pamiętam do tej pory jego smak i niezwykłe szczypanie bąbelków w ustach. 

Ten dom szampański, którego twórcą był Nicholas Perrier z żoną Adele-Jouët został założony w Epernay na początku XIX wieku. Charakterystyczną butelkę zaprojektował w 1902 roku Émile Gallé, czołowy twórca francuskiego stylu Art Nouveau. 

Nie będę ukrywać, że sentyment do tego szampana został we mnie głeboko zakorzeniony, ale nie pijam go z okazji Nowego Roku ;-)


W czasie ostatniej wyprawy do Francji spędziliśmy też trochę czasu w Szampanii, zwiedzając winnice i zgłebiając tajniki tego niezwykłego trunku. O stolicy szampana Epernay przeczytacie niedługo, dzisiaj zapraszam na kilka słów o stolicy Szampanii Reims. Historia miasta sięga czasów rzymskich. W trakcie I Wojny Światowej miasto zostało praktycznie zrównane z ziemią. Stosunkowo niewiele,w porównaniu z resztą miasta, ucierpiała gotycka katedra Notre - Dame. Zniszczenia z czasów I i II wojny były jednak tak duże, że prace renowacyjne trwają praktycznie do tej pory. Największemu zniszczeniu uległy niezwykłe witraże. Stworzenie nowych powierzono między innymi Marc'owi Chagallowi. Jego dzieła  nawiązują do tradycji regionu - do szampana. Katedra w Reims nie jest przez turystów tak dobrze znana jak katedra Notre Dame w Paryżu, ale dla Francuzów jest najważniejsza. To miejsce koronacji 25 królów francuskich.

Reims żyje też szampanem. Mieści się tam kilka znanych domów szampańskich i praktycznie na każdym kroku można go kupić albo wypić. 

Miasto słynie też z różowych biszkoptów (le biscuit rose de Reims) firmy Fossier założonej w 1765 roku.  Historia tego wypieku zaczyna się jeszcze wcześniej (około 1690 roku). Miejscowi piekarze chcąc wykorzystać ciepło w piecach po wyjęciu z nich chlebów, opracowali recepturę biszkopcików, które po pierwszym pieczeniu, wstawiano do stygnących pieców chlebowych, aby tam wyschły (nazwa biszkopt - bis-cuit, oznacza ciastko dwa razy pieczone).

Pierwsze biszkopciki były jasne z widocznymi punkcikami z rdzenia wanilii. Z czasem, żeby zakamuflować te kropki, zaczęto ciastka barwić na jasno różowy kolor.

Przez lata było kilku producentów tych ciastek, pieczono je też w Paryżu, ale obecnie wytwarza je tylko firma Fossier (produkuje ona 30 milionów biszkopcików rocznie), według starej receptury, która jak łatwo się domyśleć jest trzymana w wielkim sekrecie.

Te różowe biszkopciki są doskonałym dodatkiem do szampana, często używane są do robienia brzegów we francuskim cieście charlotte, a ja robię też z ich pomocą  tiramisu z malinami. Ich wygląd i barwa są bardzo charakterystyczne, ale w smaku przypominają zwykłe podłużne biszkopty (zwane zresztą szampańskimi), więc jeżeli nie macie biszkopcików z Reims, a chcecie zrobić charlotte z przepisu Pierre'a Hermé, użyjcie zwykłych, podłużnych biszkptów.

Sezon na jesienne maliny kończy się. Trudno też już kupić późne gatunki truskawek i jeżyn, ale w tym cieście bez problemu można użyć owoców mrożonych. Jeżeli macie ochotę na 2 warstwy delikatnego biszkoptu, przełożone waniliowym kremem z serkiem mascarpone i warstwą galaretki z leśnych owoców i truskawek, to zapraszam do przepisu poniżej. 
Ciasto jest pozornie trudne do wykonania, ale to tylko pozory.

Idealny balans smaków w cieście i efektowny wygląd warty jest poświęcenia wolnej chwili w kuchni.

Inny przepis na charlotte (gruszkowo fogową) znajdziecie TUTAJ, a na jagodową TUTAJ.








Różowe biszkopty z Reims





Charlotte z kremem mascarpone i owocami leśnymi

biszkopt
4 żółtka (80 g)
55 g drobnego cukru
2 białka (60 g)
35 g mąki pszennej tortowej

warstwa owocowa
4 płatki żelatyny*
250 g truskawek (mogą być mrożone)
50 g czerwonych porzeczek (mogą być mrożone)
50 g drobnego cukru
100 g malin (mogą być mrożone)
50 g jagód (mogą być mrożone)
50 g jeżyn (mogą być mrożone)

krem mascarpone
6 płatków żelatyny
75 g śmietanki kremówki (30 lub 36%)
90 g drobnego cukru
rdzeń z 2 lasek wanilii
2 łyżki oliwy z oliwek (extra virgin)
375 g serka mascarpone

wierzch
owoce (truskawki, maliny, porzeczki, jeżyny, jagody)

200 g podłużnych biszkoptów (tak zwanych szampańskich)

dżem truskawkowy

Przygotować biszkopty
Na dwóch blachach położyć papier do pieczenia z narysowanymi na nich okręgami o średnicy 20 cm.

Nagrzać piekarnik do 200 stopni C (z termoobiegiem).
W misce ubić na sztywno pianę. W drugiej misce (większej) ubić żółtka z cukrem do uzyskania puszystej, jasnej masy. Na żółtka wyłożyć białka i wymieszać je delikatnie z żółtkami przy pomocy szpatułki (nie miksować). Na wierzch przesiać mąkę i znowu delikatnie wymieszać całość (szpatułką).
Masę jajeczną wyłożyć na 2 blachy (tak, żeby ciasto wypełniło narysowane na okręgi) i wstawić blachy do piekarnika. Piec 5-6 minut do uzyskania złocistych biszkoptów.
Wyjąć biszkopty z piekarnika i pozostawić do wystudzenia.
Wyciąć z nich obręczą cukierniczą lub rantem tortownicy 2 okręgi o średnicy 18 cm. Odstawić je.
Biszkopty można upiec do 2 dni wcześniej.

Przyrządzić masę owocową.
Namoczyć płatki żelatyny w zimnej wodzie.
Truskawki odszypułkować i pokroić w ćwiartki. Porzerzki oderwać od łodyżek. 
W rondelku wymieszać truskawki z cukrem. Gotować 4-5 minut. Dodać resztę owoców, wymieszać i gotować przez 1 minutę. 
Odcisnąć dłońmi wodę z żelatyny i dodać ją do gorącej masy owocowej. Wymieszać, aż żelatyna rozpuści się i połączy z owocami. 
Na blachę położyć arkusz folii spożywczej, na niej obręcz cukierniczą lub rant tortownicy o średnicy 18 cm. Podwinąć folię spożywczą na zewnętrzne boki rantu.
Wlać masę owocową do rantu i pozostawić do wystudzenia. Wstawić całość  do lodówki na parę godzin, żeby masa stężała.
Warstwę owocową można przyrządzić 1 dzień wcześniej.

Przygotować masę mascarpone.
Namoczyć płatki żelatyny w zimnej wodzie.
Podgrzać w rondelku śmietankę z cukrem i z rdzeniem laski wanilii. Odstawić na 20 minut.
Podgrzać lekko śmietankę (jeżeli zbytnio wystygła), zdjąć rondelek z ognia i dodać do niej odciśniętą żelatynę. 
W misce zmiksować mascarpone, dodać do niego oliwę i ponownie zmiksować do połączenia. Cały czas miksując dodać śmietankę z żelatyną. 

Wyjąć delikatnie na folii masę owocową z rantu. Umyć go i wytrzeć do sucha. Na paterze położyć rant, włożyć do niego 1 biszkopt i 1/3 masy mascarpone. Na krem położyć warst owocową (oczywiście bez folii ;-)) i kolejny 1/3 porcji kremu. Na wierzch 2 biszkopt i resztę kremu. Wyrównać powierzchnię i wstawić całość do lodówki do stężenia  na całą noc lub do zamrażarki na 2 godziny. 

Ciasto wyjąć z lodówki i zdjąć rant.

Wierzch i boki posmarować cienką warstwą dżemu truskawkowego (będzie on działał jak klej). Przyciąć biszkopty do wysokości ciasta. Powinny być dłuższe o 1 cm od ciasta. Obłożyć nimi boki ciasta (miejscem cięcia do dołu) i całość obwiązać wstążeczką. Na wierzchu ułożyć owoce.


*teraz żelatyna w płatkach firmy dr Oetker jest do kupienia bez problemów w każdym supermarkecie 



Przepis Pierre Hermé z książki "Pastry"

piątek, 22 września 2017

Fasolka szparagowa z korzennymi przyprawami i serkiem labneh



Fasolka szparagowa należy do moich ulubionych warzyw. Przez całe lato jem ją prawie codziennie. Kiedy mam dostęp do cienkiej, francuskiej odmiany, kupuję jej duże ilości, żeby zamrozić na zimę. Taka klasyczna wersja jaką podawała nam moja mama (z masłem i ze zrumienioną bułką tartą) jest pyszna i nic jej nie zastąpi, ale też szukam innych możliwości jej przyrządzania.

Dzisiaj zapraszam Was na wersję, która może stanowić samodzielne lekkie danie. Pomidory, korzenne przyprawy i czosnek tworzą świetną kompozycję z fasolką szparagową. A to połączenie z chrupkimi orzechami, aromatyczną kolendrą, zimnym, gładkim serkiem labneh i pikantną oliwą jest wręcz doskonałe.
To kolejne danie (wytrawne) do którego używam cynamonu. I coraz bardziej mi się to podoba ;-)

Serek labneh robi się niesamowicie prosto. Potrzeba tylko zamieszania, gazy i kilku godzin w lodówce. Ten serek to idealny dodatek do wielu rzeczy (ale o tym innym razem).

Przepis na serek labneh znajdziecie TUTAJ. Jedną rzecz trzeba zmienić w tamtym przepisie. Zrezygnować z większości cukru (wystarczy 1 mała łyżeczka). Tamta wersja najlepiej pasuje do owoców, a w przepisie na fasolkę potrzeby jest bardziej wytrawny serek labneh. Technika robienia w obu wersjach jest taka sama.



 Fasolka szparagowa z korzennymi przyprawami i serkiem labneh

oliwa z oliwek
1/2 dużej główki czosnku
400 g fasolki szparagowej (użyłam francuskiej, cienkiej odmiany)
2 łyżeczki mielonego kuminu
1 łyżeczka mielonego cynamonu
1 łyżeczka mielonej kurkumy
400 g pomidorów pokrojonych w 2-3 cm kawałki
1 puszka (400 g) siekanych pomidorów w sosie własnym
1 czubata łyżeczka cukru
sól i świeżo mielony pieprz do smaku

do podania
200 g serka labneh*
2 garście niesolonych orzeszków ziemnych uprażonych na suchej patelni
1 łyżka pasty harissa wymieszana z 2-3 łyżkami oliwy**
posiekane listki kolendry

* przepis na serek labneh w linku znajdującym się na początku posta
** można ewentualnie użyć gotowej sypkiej przyprawy harissa firmy Kotanyi

Na dość dużej patelni podgrzać oliwę (3-4 łyżki). Dodać czosnek pokrojony w plasterki i podgrzewać, aż się zezłoci. Dodać fasolkę i smażyć ją mieszając przez 4-5  minut. Fasolka powinna nabrać intensywnego zielonego koloru delikatnie zmięknąć. Zwiększyć ogień i dodać pokrojone, świeże pomidory, kumin, kurkumę i cynamon. Wymieszać i dodać pomidory z puszki, cukier, sól i pieprz. Wymieszać, zmniejszyć ogień i dusić pod przykryciem przez 20 minut. Od czasu do czasu mieszać całość. Pod koniec duszenia zdjąć pokrywkę, żeby umożliwić częściowe odparowanie sosu. Jeżeli trzeba jeszcze dosolić potrawę.

Podawać na ciepło. Wierzch obłożyć porcjami serka labneh, posypać orzeszkami ziemnymi i kolendrą i polać całość oliwą wymieszaną z harissą. 

SEREK LABNEH

Przepis Sabrina Ghayour z książki "Feasts".

środa, 20 września 2017

Paryskie wspomnienia i financier orzechowo kawowe z palonym masłem


Paryż, to miasto, którego chyba nigdy nie będę miała dość. Byłam tam już wielokrotnie, ale za każdym razem odkrywam w nim coś nowego. I zawsze, kiedy z niego wyjeżdżam, planuję szybki powrót. 

Pierwszy dzień w Paryżu był trochę szalony. Rano po śniadaniu (chyba tylko we Francji zajadam się rano bagietką z masłem i dżemem truskawkowym i piję kawę z miseczki) wyruszyliśmy z małego miasteczka w Szampanii w kierunku Paryża. Autostrada z szybko zmieniającym się za oknem monotonnym krajobrazem, korek na obwodnicy miasta, znalezienie wynajętego mieszkania w starej kamienicy i klucza pod wycieraczką, wypakowanie bagaży i trzeba było już pędzić dalej na dworzec kolejowy. Tgv do Londynu dla mojego męża, a Paryż dla mnie. Pożegnanie na pięknym, starym dworcu i trzy dni osobno, każdy po innej stronie kanału. Niby daleko, ale tylko 3 godziny jazdy pociągiem (baaardzo szybkim pociągiem;-)).

I nagle trzeba się zatrzymać. Przestać pędzić, siąść w kawiarni, zamówić (po francusku ;-)) kieliszek wina i zatrzymać tę chwilę w sobie. Poczuć Paryż, wschłuchać się w rozmowy przy sąsiednim stoliku (nieważne czy coś rozumiemy czy nie, istotne jest słyszeć wokół siebie język francuski) i patrzeć na zmieniający się obraz przed sobą. Jeszcze parę lat temu pewnie pędziłabym po uliczkach, żebu zobaczyć jak najwięcej, teraz wolę siąść i chłonąć otaczający mnie świat. Przyglądać się ludziom, słuchać rozmów, delektować się zamówioną sałatą i przeglądać wcześniej kupioną gazetę. A potem spokojnie ruszyć przed siebie, bez żadnego planu, z otwartą głową na to co spotykam po drodze, ciesząc się z otaczającego mnie miasta.

Trzy dni w pojedynkę minęły błyskawicznie i nadeszły kolejne dni w Paryżu już razem. Zupełnie inne. Z piknikami na trawie, z kolacjami w restauracyjkach z dala od turystycznych szlaków, z porannymi zakupami w piekarniach i czasem na wspólne rozmowy.

W drodze powrotnej też zrobiliśmy sobie piknik. Z krewetkami i bagietką rano kupionymi, normandzkim serem, konfiturą figową i migdałowymi małymi ciasteczkami financier. Lubię te małe słodkości, bo są pyszne, proste do zrobienia, aromatyczne, wilgotne i... można wykorzystać białka jajek (które często zostają mi po innych wypiekach).

Dzisiejsze financier mają w sobie palone masło, które nadaje im niesamowitego orzechowo karmelowego smaku, kawę i prażone orzechy włoskie. Wierzch pokrywa kawowy lukier, ale szczerze mówiąc uważam, że jest on zbędny. Wolę zdecydowanie te ciasteczka w ich nagiej formie. Schowane do puszki, będą dobre i po 3 dniach. 

Klasyczne financier mają kształt dość płaskich sztabek złota, moje przypominają bardziej małe cegiełki ;-) Można je upiec również w formie do muffinów. 
Forma nie jest, aż tak ważna (jeżeli nie macie ortodoksyjnego podejścia do wypieków), najważniejszy jest ich cudowny smak.

Na blogu znajdziecie też inne przepisy na financier 





 Financier orzechowo kawowe z palonym masłem

80 g orzechów włoskich
120 g masła + masło do posmarowania foremek
220 g cukru pudru
90 g mąki pszennej tortowej + mąka do obsypania foremek
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
80 g mielonych migdałów
230 g białek (białka z około 6 dużych jajek)
1 łyżka kawy rozpuszczalnej wymieszanej z 70 ml gorącej wody
1 1/2 łyżeczki mielonej kawy

połówki orzechów włoskich do przybrania wierzchu

lukier
250 g cukru pudru
2 1/2 łyżeczki  kawy rozpuszczalnej
50 ml gorącego mleka
15 g płynnej glukozy (można zastąpić miodem o neutralnym smaku)

Nagrzać piekarnik do 170 stopni C. Na blachę wyłożyć orzechy, wstawić je do piekarnika i prażyć przez 10 minut. Wyjąć i wysypać na deskę do przestudzenia, a następnie posiekać na 1/2 cm kawałki. 

W rondelku rozpuścić masło. Zmniejszyć płomień do minimum i podgrzewać, aż masło nabierze bursztynowego koloru i zacznie pachnieć orzechami i karmelem. Zestawić z kuchenki i odstawić na 5 minut, żeby przypieczony osad opadł na dno. Masło przecedzić przez sitko i odstawić do lekkiego przestudzenia. Masło, które będzie dodawane do ciasta ma być lekko ciepłe. Nie może być gorące, bo zaparzy białka jajek, ani całkowicie wystudzone, bo będzie ciężko połączyć je z ciastem.

W misce wymieszać cukier puder, mąkę, proszek do pieczenia, mielone migdały i sól. W drugiej misce lekko ubić jajka. Nie mają być ubite na pianę, tylko trochę roztrzepane. Białka i rozpuszczoną w wodzie kawę wylać na mieszankę suchych składników i wymieszać szpatułką do połączenia. Dodać masło i ponownie wymieszać. Masa powinna być gładka. Dodać orzechy i mieloną kawę i znowu wymieszać. Masę wstawić do lodówki na 2 godziny.

Nagrzać piekarnik do 200 stopni C.
Wysmarować masłem i obsypać mąką (nadmiar mąki wysypać) foremki do financiers. Można użyć również foremek do muffinek. Wlać ciasto do 3/4 wysokości foremki. Piec 10-25 minut w zależności od wielkości foremek. Stan upieczenia można sprawdzić patyczkiem. Po nakłuciu ciasteczka, patyczek powinien być suchy.

Foremki wyjąć na kratkę i odstawić na 5 minut. Po tym czasie wyjąć financiers z foremek na kratkę i odstawić do całkowitego wystudzenia.

Składniki lukru wymieszać na gładką masę. Jeżeli trzeba (czyli lukier jest za gęsty) dodać jeszcze trochę mleka. Polać ciastka lukrem i przybrać połówką orzecha. 
















Przepis Yotam Ottolenghi z książki "Sweet".

piątek, 1 września 2017

Klasyk wiecznie żywy czyli francuski Croque - Monsieur


Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje. Takim uczuciem darzę kuchnię francuską. Mam kulinarne skoki w bok, ale kuchnia francuska zawsze będzie u mnie na pierwszym miejscu. I nic chyba tego nie zmieni.

Dzisiaj wyruszam w podróż do Francji, więc przez ostatnie dni dużo było u mnie francuskich smaków. Wertowałam stare książki kucharskie, ale też zamówiłam nowe, planowałam miejsca, które chcę odwiedzić, czego spróbować i co kupić. Oczywiście przydałby mi się tydzień więcej na te plany, chociaż wiem, że nawet jak bym go miała, to i tak czasu jak zawsze byłoby za mało.

Dzisiaj zostawiam Wam przepis na francuski klasyk Croque - Monsieur. Dwa kawałki opieczonego chleba tostowego, szynka, ser Gruyere i sos Mornay (czyli beszamel z dodatkiem sera). Składniki są niepozorne, ale to naprawdę pyszne danie. W dodatku bardzo sycące. Jedną kanapką można nakarmić bardzo głodną osobę. Można oczywiście przyrządzić Croque - Monsieur z dobrego pszennego chleba na zakwasie. Będzie równie pysznie.

Chleb tostowy piekę sama albo kupuję w małej piekarni, gdzie robią go z bardzo krótkiej listy składników. Bez dodatków, których staram się unikać.

Jeżeli chcecie upiec sami taki chleb, to polecam przepis (oczywiście francuski ;-)), który znajdziecie TUTAJ

A teraz zmykam w drogę, a Wy możecie zaplanować na śniadanie Croque - Monsieur ;-)
Bon Appétit


Croque - Monsieur

4 porcje

8 kawałków chleba tostowego
8 plastrów szynki bez skóry wielkości kromki chleba
8 plastrów sera Gruyere* wielkości kromki chleba
60 g masła

sos Mornay
70 g masła
1/2 szklanki mąki pszennej
2 szklanki (500 ml) mleka
60 g tartego sera Gruyere*
1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatałowej
sól i pieprz do smaku

posiekany szczypiorek 

W rondlu rozpuścić masło. Dodać mąkę i cały czas ją mieszając przesmażać (ok 3-5 minut), aż zacznie tworzyć się coś w rodzaju dużej kluski. Nie przestając mieszać, wlewać wąskim strumieniem mleko. Mieszać, aż masa zagotuje się i powstanie gęsty, gładki sos. Jeżeli powstaną grudki, to sos trzeba przez chwilę bardzo energicznie mieszać albo zmiksować blenderem.
Dodać ser i zamieszać, aż rozpuści się i połączy się z sosem.

Sos doprawić do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatałową. 

Posmarować masłem kromki chleba po jednej stronie. Cztery plastry ułożyć na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia posmarowaną stroną do blachy.

Na chlebie położyć w kolejności:

 1 plaster sera 
1 dużą, kopiastą łyżkę sosu
2 plastry szynki
1 dużą, kopiastą łyżkę sosu
1 plaster sera 

 Całość przykryć kromką chleba stroną posmarowaną masłem do góry.

Wstawić blachę do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec około 10 minut do zrumienienia wierzchu i rozpuszczenia sera w środku.

Podawać od razu. 

Wierzch można posypać szczypiorkiem.


*Najbardziej znany jest oczywiście szwajcarski ser Gruyere. Francuzi mają również prawo do wytwarzania sera o tej nazwie. W odróżnieniu od szwajcarskiego, francuski ser ma dziury wielkości od ziarnka grochu do wiśni. Na opakowaniu musi znajdować się informacja, że ser pochodzi z Francji. Często znajduje się również herb Sabaudii, francuskiego regionu, w którym jest produkowany.





Przepis Eric Kayser

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails